Pożar w magazynie 121

Moderatorzy: Adamus, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Adamus
Posty: 1373
Rejestracja: 10 stycznia 2007, 22:36
Lokalizacja: Gdynia Elbląg

Pożar w magazynie 121

Post autor: Adamus » 21 stycznia 2007, 19:02

Pożar w magazynie 121


To była zimowa sobota, 21 lutego 1987 roku, późny wieczór. Ciemne hale kilkupiętrowego magazynu wysokiego składowania rozjaśniały jedynie słabe punkciki świetlne. Ogromne regały wypełniały dobra niezwykłe, bo niebywale pożądane – nie tylko z racji swojej wartości pieniężnej, ale przede wszystkim z powodu nieosiągalności na wygłodzonym motoryzacyjnym rynku. Były to wielkie ilości części niezbędnych do montażu Polonezów i FSO 125p, codziennie uzupełniane przez transporty kolejowe i drogowe z całego kraju - z filii FSO oraz od kooperantów. Codziennie transport wewnętrzny dowoził stąd części do hal, gdzie były potrzebne do produkcji. W latach 80-tych, w epoce niedoboru wszystkiego, duży magazyn pełnił rolę bufora, który amortyzował „przejściowe braki” części i podzespołów nadchodzących z zewnątrz. Daleko zatem było FSO do systemu „just in time”, w którym przodowali japończycy, ograniczającego duże koszty magazynowania poprzez przeniesienie powierzchni magazynowej na skrzynie ciężarówek dowożących towar dobrej jakości, na określoną godzinę(!), bezpośrednio na taśmę produkcyjną.

Feralnego dnia, około godziny 22-giej zauważono dym wydobywający się z magazynu 121. Niestety, mimo natychmiastowej akcji z udziałem 173 strażaków z 40 sekcji straży pożarnej i jednostek ratownictwa technicznego pożar strawił praktycznie cały magazyn wysokiego składowania. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Wiele części było łatwopalnych i bardzo toksycznych w procesie palenia. Duża część z nich opakowana była w nasączony olejem papier. Związki chemiczne wydobywające się z palących się detali z gumy i tworzyw sztucznych utrudniały akcję i zagrażały życiu gaszących strażaków. Głównym celem dowodzących akcją było więc zapobieżenie rozprzestrzenieniu się pożaru na sąsiedni, dużo mniejszy magazyn, biurowiec i centrum komputerowe. Zadanie to zostało wykonane. Głównego magazynu uratować się nie dało.

Niedzielny świt ukazał ogrom zniszczeń. W ciągu jednego dnia hala o powierzchni dużego stadionu piłkarskiego (11000 m2) przestała istnieć. Stalowe dźwigary konstrukcji dachu leżały zwalone na ziemi grzebiąc w popiołach przeszło 600 pozycji asortymentowych deficytowych części – gotowych silników, sprzęgieł, skrzyń biegów, gaźników, rozruszników, gumowych zderzaków, elementów wnętrza z tworzyw sztucznych itp. Wstępne straty szacowano na ok. 200 miliardów ówczesnych złotych. Z dnia na dzień fabryka stanęła przed groźbą wstrzymania produkcji i problemem pomieszczenia nadchodzących części.

Podczas gdy jedna komisja zajmowała się badaniem przyczyn katastrofy, druga, powołana przez dyrektora naczelnego Edwarda Pietrzaka, przystąpiła gorączkowo do usuwania jej skutków i planowania odbudowy. Natychmiast po pożarze dyrekcja FSO zwróciła się do swoich ok. 140(!) kooperantów i dostawców o przyspieszenie i zwiększenie dostaw. Zmobilizowano wszystkie filie do wytężonej pracy i zwiększenia ilości produkowanych części. W odpowiedzi zakłady z całego kraju pracowały w nadgodzinach produkując dodatkowe ilości części. W pierwszy poniedziałek po pożarze do montażu samochodów wykorzystywano części zgromadzone przy taśmach i w poszczególnych zakładach. Wstrzymano wysyłkę podzespołów na części zamienne – najwyższy priorytet miała produkcja bieżąca samochodów.

Kolejnym wyzwaniem było znalezienie tymczasowej powierzchni magazynowej zastępującej spalony magazyn. Początkowy pomysł wynajęcia na taki cel wielkiego namiotu hangarowego upadł. Powierzchnie znaleziono wewnątrz istniejących hal FSO. Decyzjami dyrektora naczelnego powołano Magazyny Przejściowe m.in. w obiekcie magazynu wytłoczek 121 bis sąsiadującym ze spalonym, w niewykończonej hali 4 B oraz w części Zakładu 3. Praca w nich odbywała się na trzy zmiany. Oddelegowani pracownicy z wszystkich działów przystąpili niezwłocznie do klasyfikowania przywożonych części z obiektu 121 na nadające się do użycia, uszkodzone (procent uszkodzenia), do złomowania. W akcji selekcji części brali licznie udział pracownicy, którzy zgłosili chęć społecznej pomocy w odpowiedzi na apel dyrekcji FSO, a także członkowie Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Do pomocy w odbudowie stawiło się także Ludowe Wojsko Polskie. Pracowano w dni powszednie jak i w soboty.

Odbudową magazynu zajęło się przede wszystkim Hutnicze Przedsiębiorstwo Remontowe w w sile około 200 osób. W ciągu 2 tygodni od pożaru udało się oczyścić prawie połowę powierzchni magazynowej z około 300 ton złomu, zawalonej konstrukcji dachu, czterech suwnic, regałów, pojemników. Od tej pory konstrukcja nie stanowiła już bezpośredniego zagrożenia dla remontowców. Zapadły także decyzje o parametrach nowego magazynu - lepszych o około 50% w porównaniu do poprzednika. Konstrukcja miała pochłonąć około 3 tys. ton stali, pojemność określono na 24 tysiące palet z częściami.

Akcja porządkowania zgliszcz zakończyła się z końcem marca 1987 roku. W podsumowaniu tego etapu podziękowania na ręce pracowników ekip remontowych i około 800 pracowników FSO złożył dyrektor naczelny Edward Pietrzak.

Pod koniec maja nad magazynem 121 widać było już szkielet nowej konstrukcji dachowej. W październiku montowano instalacje przeciwpożarowe i prace koncentrowały się na zamknięciu nowego obiektu przed zimą.

Pożar magazynu do dziś pozostaje zdarzeniem zagadkowym. Jak ustalono w protokołach komisji badającej przyczyny składającej się m.in. ze specjalistów Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej i Państwowej Straży Pożarnej pożar został wywołany podpaleniem. Sobotni wieczór, ciemności i niepracujące taśmy okazały się czynnikami sprzyjającymi do przeprowadzenia sabotażu. Jeżeli ktoś zna szczegóły dotyczące motywów podpalaczy, nawet w formie hipotez proszę o kontakt z Wydziałem Spraw Historycznych Stowarzyszenia FSOAK w celu wymiany informacji.

Mimo ogromnych strat Fabryka Samochodów Osobowych przezwyciężyła kryzys i pokazała, że nawet w ekstremalnej sytuacji potrafiła kontynuować produkcję. W pewnym sensie zdarzenie to przyniosło przymusową modernizację – w rok 1988 FSO wchodziła z jednym z nowocześniejszych obiektów magazynowych wysokiego składowania w kraju.


Adamus (Adam Stelmach)

[ Dodano: Pon 22 Sty, 2007 23:17 ]
Pożar w magazynie 121 - Epilog

Wieczorem pamiętnej soboty na posterunku nr 17 przy bramie wjazdowej w okolicy ulicy Kotsisa wartę pełnił pracownik Straży Przemysłowej FSO Andrzej Jakubiak. To on pierwszy zauważył ogień i zaalarmował straż pożarną. Zrobił to 40 minut po tym, kiedy bramę jego posterunku przekroczył pewien mężczyzna, niejaki Aleksander W. W wyniku sprawnych działań operacyjnych milicji obywatelskiej został szybko ujęty. Wkrótce okazało się, że dosłownie tydzień wcześniej został on dyscyplinarnie zwolniony z pracy za pijaństwo i kradzieże. W wyniku przesłuchań zaczęły wyłaniać się przyczyny pożaru – specjalna komisja ustaliła, że ogień podłożono w czterech miejscach, z czego w dwóch niestety skutecznie…

W toku śledztwa postawiono zarzuty sześciu innym pracownikom FSO odpowiedzialnym za zabezpieczenie przeciwpożarowe magazynu. Ustalono, że urządzenia sygnalizujące pożar wymagały stałego nadzoru, tymczasem w dni wolne od pracy magazyn był zamykany, plombowany i pozostawiany bez opieki. Okazało się, że nawet istniejące zabezpieczenia nie działały prawidłowo, zaś konserwacją zajmowali się przypadkowi ludzie. Osoby odpowiedzialne za zabezpieczenia tworzyły fikcyjne dokumenty i raporty o kontrolach p-poż, nie mających faktycznie miejsca. Jednym z nich Józef O., który wystosował do przełożonych prośbę o zwolnienie z pracy Aleksandra W.! Według opinii Józefa O. podpalenie było aktem świadomej zemsty – jego zdaniem Aleksander W. wiedział, że odpowiedzialność spadnie na osoby zajmujące się ochroną przeciwpożarową.

W wyniku śledztwa okazało się, że Aleksandrowi W. nie można przypisać winy umyślnego podłożenia ognia – miejsca zaprószenia ognia wskazane przez biegłych nie pokrywały się z ustaleniami z wizji lokalnej z udziałem podejrzanego.

Ostatecznie Sąd Wojewódzki w Warszawie uznał Aleksandra W. winnym sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru mienia w znacznych rozmiarach i skazał go na pięć lat pozbawienia wolności. Wyrok został wykonany.

Sąd umorzył postępowanie wobec sześciu pracowników nadzoru i zabezpieczenia zakładu z powodu „nikłej winy i znikomego stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynu”. W uzasadnieniu napisano, że oskarżeni działali w systemie organizacyjnym, w którym realizowano przede wszystkim zadania ekonomiczne i zabezpieczające mienie przed kradzieżą (kosztem ochrony p-poż.). Prokurator wniósł zażalenie, ale amnestia nie pozwoliła na zaostrzenie wyroku.


Adamus (Adam Stelmach)


P.S.
Epilog powstał w wyniku kontynuacji poszukiwań materiałow dotyczących pożaru magazynu 121. Zapraszamy czytelników do wyrażania opinii o opisanych tu zdarzeniach na forum „Historia FSO - dyskusje”

ODPOWIEDZ